piątek, 12 lutego 2010

Ekspansja samotnych

"Samotności, jakaś ty przeludniona!". Zauważyłem, że wspólnym motywem (głównym lub pobocznym) niemal wszystkich popkulturowych dzieł, które wchłonąłem w ostatnim tygodniu, jest właśnie uczucie tak błyskotliwie "zaforyzmowane" przez Leca.

O samotności jest "Nowy Jork. Życie w wielkim mieście" Willa Eisnera, którego bohaterowie gubią się w zgiełku metropolii do tego stopnia, że niekiedy stają się nie tylko metaforycznie, ale i dosłownie niewidoczni, jak w najsmutniejszej i najbardziej wzruszającej opowieści o Pincusie Pleatniku z noweli "Niewidzialni ludzie".

O samotności jest "Księżniczka i żaba" Rona Clementsa i Johna Muskera, w której uboga Tiana jest zmuszona przedkładać pracę nad związki, świetlik wzdycha do gwiazdy na niebie, zaś aligator-jazzman chciałby być człowiekiem, bo na bagnach nikogo nie obchodzi, że jest wirtuozem trąbki.

O samotności jest "Wszyscy mają się dobrze" Kirka Jonesa, gdzie wdowiec Frank Goode (znakomity jak ostatnio rzadko De Niro) pchany między innymi uczuciem doskwierającej pustki podejmuje decyzję o dalekiej podróży celem nawiązania bliższych kontaktów z dorosłymi już dziećmi.

O samotności są "Opowieści z hrabstwa Essex" Jeffa Lemire'a, czyli przejmująca wielopokoleniowa saga o małej kanadyjskiej wspólnocie, w której skrywane latami sekrety, kłamstwa i kłamstewka determinują całe życie wyalienowanych bohaterów.

O samotności jest "Adam" Maksa Mayera, nietypowa, melancholijna komedia romantyczna o niełatwym związku aspergerowca z neurotyczką, całościowo niestety nie do końca udana, ale akurat motyw alienacji wygrywająca bez fałszywych nut.

O samotności jest... Co nie jest?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz