Komunikat prasowy Warnera pozbawił mnie złudzeń co do poziomu polskiego kina rozrywkowego w najbliższych latach:
"Firma Warner Bros. Entertainment Polska zawarła umowę dotyczącą produkcji i dystrybucji filmów z
wybitnym polskim producentem, scenarzystą i reżyserem filmowym, Andrzejem Saramonowiczem oraz jego firmą producencką San Graal. Zgodnie z umową w latach 2010–2011 partnerzy wyprodukują wspólnie co najmniej dwa filmy w języku polskim (...)".
Co najmniej dwa? O mój Boże, czyli może być ich więcej? Nie narzekałbym, gdybym wierzył, że Saramonowicz jest w stanie zaproponować nam coś poza "Testosteronem 2" i "Lejdis 2" (mogą być dla zmyłki pod innymi tytułami). Ale jakoś nie wierzę, sorry. Za to Richard J. Fox, wiceprezes Warner Bros. Picture International, wierzy z całą mocą:
"(...) Ogromnie cieszy nas możliwość udzielenia Andrzejowi Saramonowiczowi wsparcia przy wielu ciekawych projektach. Dzięki temu będziemy mogli wesprzeć polski przemysł filmowy i mieć
istotny wkład w rozwój kultury polskiej (...)".
Przepraszam, ale rozwój czego? Kultury? KULTURY? K-U-L-T-U-R-Y? Czy my na pewno mówimy o tym samym Saramonowiczu? Niepewnie lurkam dalej tekst komunikatu. Tak, tym samym. Ego bez zmian:
"Warner Bros. to ikona światowego przemysłu filmowego. Współpracę z tak wybitną marką - dla której tworzyli i tworzą najznamienitsi giganci kina - traktuję jako niezwykłe wyróżnienie. To dla mnie również potwierdzenie, iż ryzykowna droga, którą wybrałem na początku kariery - robienie
ambitnego kina dla szerokiej widowni - okazała się słuszna (...)".
Nie, panie Andrzeju. Nie, nie i jeszcze raz nie. "Ambitne kino dla szerokiej widowni" (choć oczywiście nie tak szerokiej jak pańska) to robi w tym kraju
Marek Koterski. Pan z kolei nie robi nawet "nieambitnego kina dla szerokiej widowni". To działka
Juliusza Machulskiego. Pan robi co najwyżej szmiry dla szerokiej widowni. Głównie tej szerokiej w barach, napakowanej testosteronem i ze swoimi wysolariowanymi lejdis przy boku. Tej, która może mieć istotny wkład w rozwój polskiej kulturystyki, ale na pewno nie kultury.