środa, 5 maja 2010

Welcome to Facebook

No i za namową Flinta wbiłem się wreszcie na Facebooka. Ponoć mi się tam spodoba. Zobaczymy, aczkolwiek póki co jedyne wrażenie, jakie odnoszę, jest takie, że ucierpi na tym blog. Tak czy siak, przyda się poznać nieco środowisko FB od środka przed filmem Finchera...

9 komentarzy:

  1. to dobrze, bo właśnie chętnie chciałam pomówić z tobą o bleku ;) poszukam na fb w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, fejsbuk wciąga widzę. To już tydzień bez notki na blogu. Za dobrych czasów (bo wiesz, czasy są teraz złe, ogólnie wszystko jest be) nie do pomyślenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca to wina fejsbuka, Piotrze. Ma na pewno w tym swój udział, aczkolwiek niewielki, szczerze. To raczej wina tych złych czasów - zupełnie serio.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież mój jest cały czas aktywny

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale z przerwami typu 10 kwiecień - 10 maj :-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeciągnąłem żałobę po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, to ja nie wiem, czy fejsbuk aż tak potrafi rozpraszać? Natknąłem się na https://autocampingi.pl/przyczepy-sprzedaz/ i próbuję to sobie poukładać, ale chyba sam bym też łatwo zszedł z bloga gdzie indziej. Tydzień przerwy brzmi dla mnie normalnie, choć nie zawsze od razu ogarniam, co bardziej miesza: fejsbuk czy po prostu gorszy czas.

    OdpowiedzUsuń